Magdalena Stankiewicz, absolwentka kursów j. niemieckiego o swojej podróży do Indii.
Podróżowanie jest niepowtarzalną okazją do tego, by zdobytą w teorii wiedzę językową wykorzystać w praktyce i skonfrontować z rzeczywistością danego kraju. Dla mnie ostatnią taką okazją była podróż do Indii. W kraju tym od razu rzuca się w oczy wszechobecność języka angielskiego - szyldy reklamowe, telewizja.
Rodzina, u której mieszkałam, prenumerowała dwa dzienniki - w języku angielskim i hindi. Dzieci już od szóstego roku życia objęte są obowiązkiem szkolnym i zaczynają uczyć się języka angielskiego. Podręczniki, z których korzystają, są bardzo uduchowione (np. teksty o Mahatmie Gandhim). Każdy zawiera również fragmenty konstytucji Indii. W rezultacie język, którym posługują się uczniowie, jest archaiczny.
Kolejny etap nauki to studia. Z wyjątkiem kilku kierunków nauka odbywa się w języku angielskim. Niestety, co dało się zaobserwować, to to, że znajomość języka często pozostaje bierna. Studenci uczą się, by zdać egzamin. W gronie własnym posługują się rodzimym hindi. Oczywiście hindi przeplatanym angielskim, co doskonale widać w hinduskich filmach - jednak angielski tam ogranicza się do prostych zwrotów.
Nawet najprostsze słówka mogły zaskoczyć: Are you a leftie? - pytali zamiast Are you left-handed?, a także Do you wear specs? zamiast Do you wear glasses?
Do tego dochodzi jeszcze specyficzna wymowa. W hindi akcentuje się ostatnią sylabę, więc akcent ten przenoszony jest także na języki obce. Całe szczęście początkowy szok językowy stopniowo mija i można się przyzwyczaić do tej wersji języka angielskiego, którą posługują się Hindusi. Co pozostaje, to w pełni cieszyć się pobytem w tym pięknym kraju.